SZKOŁA PODSTAWOWA W ŁAPSZANCE

GMINA

ŁAPSZE NIŻNE

GMINA

ŁAPSZE NIŻNE

GAZETKA

SZKOLNA

Szkoła Podstawowa w Łapszance Łapszanka 32

34-442 Łapsze Niżne

woj. małopolskie

 

tel.: 18 26 59 950

e-mail: lapszankasp@interia.pl

Prezentowane poniżej książki (oraz mnóstwo innych, równie fascynujących pozycji) można odnaleźć na półkach w naszej szkolnej bibliotece. Z pewnością każdy znajdzie tu coś dla siebie!

Polecamy też inne pozycje książkowe:

Fragment:

 

Nie mogę się  powstrzymać od śmiechu. Wciąż przypominam sobie Webba, jak jechał na tyłku po podłodze, i wyraz twarzy Jane Forbes, jakiego nie powstydziłby się nie jeden guziec. Słowo daję, było to warte każdej minuty z trzydniowego zawieszenia, które za to dostałem, i całotygodniowego utyskiwania moich rodziców, którego musiałem wysłuchiwać, kiedy dostali list od wicedyrektora szkoły. Co tam! Ze Skuterem przy boku prawie tego nie zauważyłem.

Jestem taki popularny, że chyba mógłbym wystartować w wyborach na przewodniczącego samorządu. Dostałbym głos od Każdego, kto się cieszył, widząc minę Ninu-Cheereadera pogrążonego przez prawdziwego mężczyznę. […]

A potem zrobiło się jeszcze ciekawiej.

No bo kogo wyrzucono z cheerleadingu?

Wszystko przez to zamieszczane z centrum handlowym. Najpierw Webb i Forbes przestali przychodzić na spotkania i treningi. Potem zaczęli opuszczać mecze, na przykład hokeja na trawie i piłki nożnej. Co robili zamiast tego? Spędzali cały wolny czas, sprzedając te głupie koszulki oraz obnosząc wszędzie te swoje znaczki i babrając się w błocie przy Route 31, gdzie ma powstać centrum.

Trener od cheerleaderami ostrzegł ich: „Co za dużo, to niezdrowo”. Albo chcecie być cheerleaderami, albo bojownikami za sprawę. To zależy od was. Ale jeżeli chcecie być cheerleaderami, to nie opuszczajcie już żadnego meczu. A zwłaszcza żadnego meczu futbolowego.

* * *
 

„Kraksa” to przezwisko Johna Coogana - szkolnego łobuziaka, który zawsze stawia na swoim. Przepada za modnymi ciuchami, uwielbia spięcia, jest zachwycony swoją pozycją najlepszego sportowca w drużynie. Chłopak (podobnie jak jego koledzy) jest przekonany, że sukcesy zależne są od pieniędzy. Innego zdania jest natomiast Penny Webb, nowy uczeń.

Chudy i niepozorny, nie interesuje się sportem, nie wkłada ubrań „na topie”. Kraksa lubi mu dokuczać, co stanowi dla niego źródło przyjemności. Okazuje się jednak, że to chucherko jest wegetarianinem i pacyfistą, który niespodziewanie potrafi wywrzeć wpływ na złowrogiego kolegę.

Fragment:

 

Zabrali się od razu do pracy i przede wszystkim uprzątnęli i doprowadzili jako tako od porządku na współ zawaloną  kamienną komórkę, w której gnieździła się Momo. Jeden z nich, z zawodu murarz, zbudował nawet małą kamienną kuchenkę. Wynaleźli też gdzieś zardzewiałą rurę do pieca. Stary cieśla zbił parę desek ze skrzynek i zrobił stoliczek z dwoma krzesłami. Wreszcie kobiety  przytaszczyły  wysłużone, ozdobne zakrętasami żelazne łóżko, tylko trochę podarty materac i dwa koce. Kamienna dziura pod sceną ruiny zamieniła się w wygodny pokoik. Murarz, obdarzony zdolnościami, wymalował jeszcze na ścianie ładny obraz  przedstawiający kwiaty. Namalował nawet w dodatku ramy i gwóźdź, na którym wisiał obraz.

A potem przyszły dzieci tych ludzi i przyniosły, co się dało do jedzenia, jedno kawałek sera, drugie kromeczkę chleba, trzecie trochę owoców i tak, że przyszło dużo dzieci, tyle się wszystkiego zebrało, że tego wieczoru można było urządzić w  amfiteatrze prawdziwą ucztę na cześć wprowadzania się Momo. Była to wesoła biesiada, jaką tylko ubodzy ludzie umieją się radować.

I tak zaczęła się przyjaźń małej Momo z sąsiadami.

* * *
 

Książka przeznaczona dla czytelników w każdym wieku - dla dzieci, młodzieży i dorosłych, a może przede wszystkim dla tych ostatnich, którzy już zapomnieli, że to właśnie czas jest jednym z najcenniejszych i najłatwiej trwonionych darów.

Opowieść M. Ende przenosi czytelnika w magiczny świat pełen światła i swoistej filozofii opartej na ostatecznym zwycięstwie dobra. Powieść charakteryzuje żywa akcja i ciekawa narracja. Stanowi filozoficzne przesłania dla tych, którzy w odwiecznym pośpiechu zapominają o ważnych dla ludzkości wartościach.

Nie wiem, czy zauważyliście, że dorośli mają dziwne poczucie humoru, śmieją się nie wiadomo z czego, często z rzeczy zupełnie poważnych.

Kiedyś, dawno temu, jeszcze w pierwszej klasie, Pani się na mnie zdenerwowała i powiedziała, że jak mi się nie podoba, to mogę się wypisać ze szkoły, no to ja wstałem i poszedłem do pani dyrektor i poprosiłem, żeby mnie wypisała ze szkoły, ale pani dyrektor powiedziała, że Pani tak tylko żartowała (ładne żarty) i nie mogę się wypisać i że jestem pierwszym pierwszoklasistą, który przyszedł sam, nie doprowadzony przez dyżurnych. Jak to opowiedziałem w domu, to moi rodzice pokładali się ze śmiechu, naprawdę, a ja nie widziałem w tym nic śmiesznego. Ale jak się im zrobi jakiś fajny kawał, naprawdę śmieszny, to wcale się nie śmieją. Kiedyś postawiłem tacie koło łóżka miskę z wodą. Gdy się obudził, wszedł do niej i cały się zachlapał. To było okropnie śmieszne, ale rodzice wcale się nie śmiali, tylko strasznie denerwowali.

Mam rację, mówiąc, że u dorosłych to poczucie humoru jest jakieś dziwne.

* * *
 

Książa K. Drzewieckiej jest pełna humoru. Opowiada o świecie widzianym oczami dziesięcioletniego dziecka. przeczytamy tam o podwórkowych przygodach, wymyślnych zabawach oraz śmiesznych zdarzeniach, które dzieją się w domu i w szkole bohatera. Choć akcja rozgrywa się w latach 90., dowcipne komentarze oraz celne obserwacje są aktualne także dziś.

        Teraz dochodzę do tego, co takie ciężkie. Ciężko mi, nie mogę, nie mogę tego opowiedzieć!  Tak o tym napisali w gazecie:

Wczoraj wieczorem przy ul. Wrzosowej wybuchł pożar. W domu był jedynie dziesięcioletni chory chłopiec, Karol Lew. Chwilę później wrócił jego trzynastoletni brat Jonatan. Nim ktokolwiek zdołał go powstrzymać, rzucił się do płonącego wnętrza. Tymczasem ogień objął cały dom i odciął chłopcom drogę ucieczki. Jonatan wziął brata na plecy i wyskoczył przez okno. Niestety, doznał tak silnych obrażeń, że prawie natychmiast zmarł. Młodszemu chłopcu nic się nie stało. Przyczyna pożaru nie jest znana.

        A nauczycielka Jonatana napisała tak:

Drogi Jonatanie Lew, czy nie powinieneś raczej nazywać się Jonatan Lwie Serce? Kiedy mówiliśmy na historii o angielskim królu Ryszardzie Lwie Serce, powiedziałeś: „Pomyśleć, że ktoś może być tak odważny, że piszą o nim w podręczniku”. Kochany Jonatanie, ty też jesteś bohaterem. Pusto będzie bez ciebie w szkole. Nigdy cię nie zapomnimy. Odpoczywaj w  pokoju, Jonatanie Lwie Serce.

* * *
 

Historia Braci Lwie Serce to wzruszająca i piękna opowieść o sile braterskiej miłości, która przezwyciężyła nawet śmierć. Opowiada o męstwie, walce w imię wolności, poświęceniu, przełamywaniu własnych słabości i potędze miłości.

Główny bohater, Karol Lew, przypadkowo dowiaduje się, że wkrótce umrze. Jego brat, Jonatan, przekonuje go jednak, że śmierć nie będzie czymś strasznym, ponieważ dzięki niej przeniesie się do niezwykłej krainy, Nangijali - tam będzie zdrowy, a jego życie będzie proste i przyjemne. Okazuje się jednak, że Jonatan w wyniku tragicznych okoliczności jako pierwszy trafia do Nangijali. Niedługo później w tej fantastycznej krainie zjawia się również Karolek. Niestety, szybko przekonuje się, że życie w Dolinie Wiśni nie jest tak wspaniałe, jak wynikałoby to z opowieści starszego brata.

Okrutny władca Karmaniaki, Tengil, najechał na sąsiednią Dolinę Dzikich Róż i uczynił jej mieszkańców swoimi niewolnikami. Szlachetny i odważny Jonatan należy do bojowników o wolność. Na wieść o pojmaniu przez tyrana przywódcy powstańców, Orwara, wyrusza do Doliny Dzikich Róż. W ślad za nim podąża Sucharek, pokonując tym samym swój strach. Bracia stają do walki z Tengilem i straszliwym smokiem, Katlą, przeżywając niesamowite i dramatyczne przygody.

        Chyba nie ma w całym mieście człowieka, który by nie żałował Jonatana i nie uważał, że to ja powinienem zginąć. A ja mogę tylko szeptać sobie te słowa, które Jonatan powiedział tuż przed śmiercią. Uśmiechnął się i wydobył z siebie tych kilka słów: „Nie płacz, Sucharku. Zobaczymy się w Nangijali!”. […]

        Teraz minęły już dwa miesiące, jak Jonatan tam mieszka sam. Musiałem żyć bez niego przez dwa długie, okropne miesiące. Ale ja też niedługo będę w Nangijali. Jeszcze trochę i też tam pofrunę. Może dziś w nocy. Mam takie uczucie, że to może się zdarzyć dziś w nocy. […]

        I wtedy – wreszcie zobaczyłem Dolinę Wiśni. Ach, jak w niej było wszędzie biało od kwiatów! Była biała i zielona – od wiśniowych kwiatów i zielonej, bardzo zielonej, trawy. Przez tę zieleń i biel płynęła rzeka jak srebrna wstążka. […] Dolinę Wiśni otaczały wysokie góry, i to też było piękne. Z ich stromych stoków spływały ku dolinie potoki i wodospady, radośnie rozśpiewane, bo przecież mieliśmy wiosnę. I powietrze było jakieś niezwykłe. Takie czyste i dobre, że miało się ochotę je pić. […]

        Pamiętasz, jak mówiłem, że życie tu, w Dolinie Wiśni, jest proste i przyjemne. Tak było i tak mogłoby być, ale teraz jest inaczej. Bo jak w tej drugiej, dalszej dolinie robi się ciężko i źle, to i u nas się to odczuwa. […] Bo Dolina Dzikich Róż nie jest już wolnym krajem. Jest w rękach wroga. […]

        To był głos Jonatana. Wołał mnie przez mój sen, potrzebował pomocy. Wiedziałem o tym. Jeszcze go wciąż słyszałem i chciałem pognać prosto przed siebie, w ciemną noc, byle tylko dotrzeć do niego, gdziekolwiek się znajduje. Ale prędko zrozumiałem, że to jest zupełnie niemożliwe. Co miałem zrobić? Nie było nikogo tak bezradnego, jak ja! Mogłem tylko wsunąć się z powrotem do łóżka i leżeć, i trząść się, i czuć się zagubionym, małym, wystraszonym i samotnym, chyba najbardziej samotnym na świecie.

Fragment:

Fragment:

Jula wybrała szkolny klub dla dziewczyn, żeby różne NP mogły się gdzieś spotkać po lekcjach i rozmawiać o ważnych dziewczyńskich sprawach. Super pomysł. Za każdym razem, kiedy zbierzemy się na tajnym spotkaniu w małym korytarzyku na tyłach pracowni plastycznej, będziemy teraz myśleć o dziewczynach, które dzięki Juli też mogą się świetnie bawić!

Tilda wykupiła opiekę nad osieroconym dzieckiem z tej prostej przyczyny, że jest kochana, troskliwa i uwielbia maluchy.

Potem Tilda zsumowała nasze wydatki i zrobiła odejmowanie, a potem dzielenie, i wyliczyła, że wystarczy nam jeszcze na 12,8 kóz. Czyli na małe stado! Oczywiście nie da się kupić 0,8 kozy, więc mama Juli powiedziała, że dorzuci brakujące 4 funty, żeby starczyło na całą kozę, dzięki czemu kupimy aż 13 kóz!

* * *
 

Książka Kelly McKain jest przepełniona energią, która z pewnością nawet opornym dziewczynom poprawi zły humor. Autorka przedstawia w niej nastoletnią dziewczynę, Lucy Jesicę Hartley, która w niesamowicie nowoczesny sposób opowiada o modzie.

I tak pewnego dnia nastolatka postanawia zorganizować olśniewający pokaz mody na cele dobroczynne. Ma on stanowić preludium przyszłych wielkich planów bohaterki, która marzy o tym, by… zostać prawdziwą projektantką mody! Co więcej – w zaplanowanym pokazie obiecał wystąpić chłopak, który wpadł Lucy w oko.

Kim jest tajemniczy przystojniak? Czy trzynastolatce uda się urządzić wymarzony pokaz mody - tym bardziej, że zjawił się ktoś, kto chce pokrzyżować jej plany? O tym, jak potoczą się dalsze losy bohaterki, dowiesz się tylko wtedy, gdy sięgniesz po tę fascynującą książkę.

Fragment:

Bardzo wiele

książek

należy przeczytać

po to, aby

uświadomić sobie,

jak mało się wie.

 

Mikołaj Gogol

Dom bez książki

jest jak plaża

bez słońca.

 

José Marti

KONTAKT